Lopburi – jedno z najstarszych miast w Tajlandii i dawna rezydencja królewska, leżące ok. 3 godziny drogi na północ od Bangkoku, to miejsce, które zostało przejęte przez całkiem psotne i charakterne małpy. Mieszkający tam Tajowie nie tylko koegzystują z nimi na co dzień, a wręcz dorobili się z małpiastymi swoistego rodzaju biznesu. Polega on na udostępnianiu małpom dawnej tajskiej świątyni – Prang Sam Yot, a w dodatku karmienie ich i sprzątanie po nich, w zamian za przyciąganie rzeszy turystów, chętnych zrobić sobie zdjęcie z małpką na głowie. Czy warto? Tak, jeżeli ktoś się małp nie boi, lubi robić ciekawe zdjęcia, a w dodatku nie przeszkadza mu panujący w mieście brud. Same małpy są bardzo sprytne, raz potrafią być milutkie i prosić o smakołyk, a za chwile wyrwą wam coś z ręki i uciekną ze zdobyczą. Dodatkowo w Lopburi jest parę zabytkowych świątyń, przypominających te z Ayutthayi i stare miasto z dawką lokalnego street food’u. Z Bangkoku bez problemu dojedziecie do Lopburi pociągiem zmierzającym do Chiang mai lub busem, (koszt 110 THB).

Warto dodać że psotliwe małpy, obecne są nie tylko w świątyni, ale także w całym mieście. Dlatego też sprzedawcy nie wystawiają swoich towarów przed sklep, a właściciele starają się chować swoje samochody w garażach. Dlatego jeżeli mamy jakieś luźne przedmioty przyczepione do plecaka lub do ciała, a zależy nam na tym, aby dalej były naszą własnością to powinniśmy je schować.

Jak dobrze wiemy, każda szanująca się małpa uważa że wszystko co może zabrać należy do niej, więc powinniśmy wcześniej zabezpieczyć cenne dla nas rzeczy.