Każdy, kto wybierze Tajlandię, czy to na rajskie wakacje, czy to na pełną przygód podróż z plecakiem, na pewno nie będzie rozczarowany gościnnością i sympatią, jaką powitają go mieszkańcy tego kraju. Tajowie to naród bardzo dobrze funkcjonujący ze sobą nawzajem, jak i z turystami. Tak zwany farang, czyli biały człowiek, to w Tajlandii przede wszystkim gość i z tego względu należy mu się szacunek i dobre przyjęcie. Takie podejście ma związek z podstawową zasadą tajskich relacji społecznych, tj. zasadą zachowania twarzy, czyli niezdradzenia swoich prawdziwych emocji, niezależnie od sytuacji. Szansa więc, że Taj lub Tajka zdenerwuje się na was i da to po sobie poznać, jest nikła. Ciągły uśmiech i sympatyczne potakiwanie to ich odpowiedź nawet na najtrudniejszą sytuację.

Jako turysta w Tajlandii możemy się czuć bezpiecznie praktycznie wszędzie i o każdej porze. Tajowie są równie spokojni i mili za dnia, co i w nocy. Oczywiście, zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, kradzieże i napaści na turystów, ale mimo to odnosi się wrażenie, że są to sytuacje wyjątkowo rzadkie, jak na liczbę ludności Tajlandii (ponad 69 milionów osób!), jak i na z roku na rok rosnącą liczbę samych turystów.

O ile w kwestii kradzieży mogę powiedzieć tyle, że mnie taka sytuacja nie spotkała i nie słyszałam też o przypadkach kradzieży od napotkanych osób, o tyle powszechna jest opinia, że rzeczy ważne, tj. przede wszystkim paszport, telefon i portfel, najlepiej trzymać w miejscu trudno dostępnym, czyli np. w nerce lub saszetce na szyi, a nie w torbie plażowej bądź plecaku. Jedno jest pewne, uważać trzeba jak wszędzie, a może nawet trochę bardziej.